środa, 16 kwietnia 2014

Wyprawka dla niemowlęcia.

Hej.
Dawno to było i nie wszystkie rzeczy z wyprawki były mi potrzebne, ale jeśli poszukujesz podpowiedzi co mieć, to może coś jeszcze przypomni Ci się, gdy zerkniesz na zdjęcia.






Łóżeczko dostaliśmy od Cioci, wózek od Koleżanki, kupiliśmy jeszcze przewijaczek i wanienkę. 
Ha! Zabrakło Sudocremu przeciw odparzeniom, dla którego w późniejszych latach dzieci znajdują różne zastosowania ;)


wtorek, 1 kwietnia 2014

Skrzydła dla Barbie.

Trochę twórczej aktywności dla dziecka i rodzica.

Co potrzebne:
  • zwykła kartka
  • ołówek
  • kawałek trochę bardziej sztywnego płaskiego, przezroczystego plastiku
  • farbki witrażowe
  • gumka recepturka
  • rodzic
  • dziecko
  • lalka
Efekt końcowy:


No to kolejno:
1. Weź kartkę o rozmiarze plastiku i puść wodze fantazji szkicując skrzydła.


2. Używając konturu z farb witrażowych nanieś wzór na plastik. Ja użyłam białego konturu. 


3. Daj temu 12 godzin, niech dobrze wyschnie.



4. Następnie posadź swe dziecko aby wypełniło kontury kolorowymi farbami witrażowymi.



5. Daj pracy wyschnąć 12 godzin.


Po drugiej stronie, gdzie kontur nie został przypadkiem zamalowany, praca się prezentuje tak:


6. Skrzydła teraz trzeba wyciąć i zamontować gumkę. Ja owinęłam nią raz środek skrzydeł w pionie i dostałam coś jak plecak, ale technika mocowania skrzydeł na lalce jest dowolna. Przy mojej technice malowanie serduszka na środku minęło się z celem, bo zakrywa je gumka, ale nie wysiliłam się za mocno myśląc nad mocowaniem. Zamontować skrzydła na lalce Barbie i skrzydlata wróżka gotowa :)


Pozdrowionka :)

wtorek, 25 marca 2014

Siedmiolatek.

O zabawach z sześciolatkiem pisałam tutaj. Odnosi się to pewnie w większości również do siedmiolatka.
Znalazłam "spis cech" siedmiolatków na portalu "DzieciRosną". Charakterystykę.
Zgadza Wam się z doświadczeniem i obserwacjami?

http://www.dziecirosna.pl/szkola/rozwoj/rozwoj_psychofizyczny_siedmiolatka.html

Pozdrowienia.

poniedziałek, 24 marca 2014

B jak bardzo śmieszne.

Córka: Pisze literkę B.
Mama: - Najpierw laseczka, później brzuszki.
Tata:    - Aaaaaaaaaaahahahahahahaha.
(Zboczeniec)



piątek, 21 marca 2014

Czujesz, że jestes złą matką? Przeczytaj.

Kocham to moje dziecko najbardziej na świecie, nieba bym mu chciała uchylić, a ono ciągle jest niezadowolone, niegrzeczne, krnąbrne, czuję się bezradna. Czasem wrzasnę z tej bezsilności, albo rozpędzę się i dam klapaka, czego natychmiast szczerze i głęboko żałuję, ale mam wrażenie, że się inaczej nie da. Co robię nie tak? Dlaczego inne dzieci słuchają co się do nich mówi, są grzeczne, posłuszne, przyjazne i miłe, a moje to jak diabeł wcielony i nie mam już sił... Ciągle jest nie tak, ciągle zgrzyty, awantury, przepychanki. Czuję, że jestem do niczego i chyba nigdy nie powinnam mieć dzieci.
Znacie to?

W 2009 roku do czwartkowej gazety wyborczej dołączany był zeszyt "Lepsze życie. Poradnik psychologiczny." Nie mam wszystkich zeszytów, ale mam kilka, a wśród nich taki:
"jak być wystarczająco dobrą matką"

Na stronie 3 na marginesie i fioletowym tle widnieje tekst pana Krzysztofa Srebrnego zatytułowany "Osiem zakrętów". Szczególnie wart przytoczenia wydał mi się "zakręt 4 - Matka zależna od dziecka. ". Cytuję:

"Są dzieci, które ułatwiają swoim matkom bycie wystarczająco dobrymi. No, bo są pogodne, a wdzięcznością przyjmują opiekę, śmieją się, próbują nawiązać kontakt. Ale są tez dzieci trudniejsze. Takie, co dużo płaczą, gryzą, pokazują, że są niezadowolone.
Ta sama matka w tej samej sytuacji życiowej, gdy to dziecko jest pogodne i wdzięczne, będzie jakby bardziej zadowolona z siebie, a co za tym idzie, będzie lepiej znosić nieprzyjemne rzeczy. I będzie też spokojniej na to dziecko patrzeć, a wiec będzie się go lepiej uczyć. Jednym słowem, będzie się jej łatwiej rozwijać jako matce. Natomiast w tej drugiej sytuacji jest większe prawdopodobieństwo, że ta sama matka będzie sfrustrowana i pełna wątpliwości co do tego, czy ona w ogóle nadaje się do bycia matką. Będzie na siebie zła, czyli wściekła na dziecko, a więc ono będzie jeszcze bardziej płakało, a ona będzie jeszcze bardziej sfrustrowana jako matka."


Przez długi czas sądziłam, że to ja kształtuję moje dziecko i jeśli ono jest nieznośne, to znaczy, że ja coś zawaliłam w procesie wychowania. Mówi się przecież, że to rodzice kształtują dziecko, jeśli w rodzinie wszystko jest ok, to dziecko też jest ok, itd.  Pełna odpowiedzialność za wszelkie zachowania dziecka na barach rodziców. Uświadomił mnie jednak jeden z moich licznych psychologów, że istnieje coś takiego jak charakter dziecka, a także, że dziecko to też człowiek, który może mieć gorszy dzień. Spadł mi wtedy z ramion ogromny ciężar, bo winiłam się za wszystko, co było nie tak. Uświadomiłam sobie wtedy, że moje działania mają pewien zasięg, ale nie jestem w stanie kontrolować całości wszechświata. Moje dziecko jest osobnym bytem z własnym systemem nerwowym, emocjami, frustracjami i mogę robić wszystko książkowo a i tak może być ...niefajnie. Szczególnie gdy pula genów wygenerowała ...nie-aniołka. 

Pozdrawiam.

środa, 12 marca 2014

Mamo, a co to jest burdel?

Te książeczki z dowcipami (przychodzi baba do lekarza) muszę chyba schować głębiej... może już za późno?

Idziemy dziś rano do szkoły. Moje dziecko, drepcząc niedbale, siłą głosu Fluttershy (Przyjaźń to magia ;) ) zadała mi tytułowe pytanie. Miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Hm, miałam nadzieję, że się przesłyszałam.
- Słucham?
- CO TO JEST BURDEL?! - Wywrzeszczała Młoda.
(Mamuśka przeczyść uszy, noś aparat, chodź przychylona, nie każ powtarzać tych pytań, co ludzie powiedzą! )
No to się nie przesłyszałam. Nigdy nie kłamałam dziecka w żadnej, nawet najtrudniejszej sprawie. A to... jak to rozegrać? No jak zwykle, powiem prawdę. Wytłumaczyłam najdelikatniej jak umiałam.
- Aha - skwitowała moja siedmiolatka z lekka zdziwiona.
- A skąd znasz to słowo? - poszłam po rozum do głowy (lepiej późno niż wcale)...
- No bo burdel to znaczy też bałagan... - odpowiedziała moja siedmiolatka.
(Brawo mamuśku...)

sobota, 8 marca 2014

Jakieś fytania?

Dawno, bardzo dawno temu (1995r) kupowałam Dowcipy z wydawnictwa PODULKAstudio. Jak z większością rzeczy - szkoda było wyrzucić. Doczekałam się momentu, gdy dowcipy odgrzebało moje dziecko i oto co zaserwowało przy jednej z kolacji:

- Opowiem wam dowcip:

Przychodzi baba do logopedy:
- Fanie foktorze, nie wymawiam  fwóch liter: "f" i "f".
- Niech się fani nie frzejmuje, ja nie wymawiam czterech liter i fówno to fofo obchodzi! A jak to fomuś frzeszfadza, to może mnie focałować w fufę...

;)